wtorek, 25 listopada 2014

Mydlarz tragiczny-czyli historia życia Henryka Zaremby-ojca zamordowanej Lusi

(...) bywają nieszczęścia okrutne... zawiłe.. niepojęte....Może być takie nieszczęście jedno, w którym zawiera się cztery – a może sto - może tysiąc – może nieszczęście nieskończone, które uczepi się człowieka i już wlecze się za nim razem do grobu....nieszczęście nieustające, nieprzerwane niezrozumiałe (...). Takimi słowami scharakteryzował swoje życie Henryk Zaremba, ojciec zamordowanej Lusi i jedna z głównych postaci procesów, które w latach trzydziestych XX stulecia we Lwowie, a potem w Krakowie, bulwersowały opinię publiczną. Procesy te wzbudzały wówczas wielkie emocje, pokazywały bowiem rozpad instytucji rodziny, w której mąż i ojciec uwikłany był w problemy natury uczuciowej, towarzyskiej i zawodowej, doprowadzając często swym postępowaniem do tragicznego finału. Przypomnijmy więc: W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w willi Zarembów w Brzuchowicach koło Lwowa w niewyjaśnionych do końca okolicznościach w sposób brutalny - ciosami zadanymi w głowę kindżałem, to jest kilofem bez drzewca, który służył do rozbijania lodu w przydomowym basenie, została zamordowana, a po śmierci zhańbiona, siedemnastoletnia Lusia Zarembianka. O morderstwo to oskarżono Emilę Margeritę Gorgonową zwaną Ritą Gorgonową - która pracowała u Zaremby jako bona. Gorgonową skazano we Lwowie 14 V 1932r na karę śmierci. Po kasacji wyroku przez Sąd Najwyższy, sprawę przejął Sąd Okręgowy w Krakowie, który w maju 1933r wydał wyrok 8 lat pozbawienia wolności za popełnienie zabójstwa w afekcie. Dodać trzeba, że Gorgonowa nigdy nie przyznała się do popełnienia tego morderstwa. „Jestem niewinna” powiedziała ze spokojem swoim sądowym obrońcom w więzieniu św. Michała w Krakowie, przed rozpoczęciem procesu krakowskiego. Oskarżoną w tym procesie była Rita Gorgonowa, ale ważną postacią procesu był również 49-letni wówczas przedsiębiorca budowlany Henryk Zaremba – ojciec zamordowanej Lusi, zaś głównym świadkiem na zeznaniach którego, opierało się oskarżenie, był syn Henryka Zaremby – czternastoletni wówczas Staś. Jeden z obrońców Gorgonowej mecenas Maurycy Axer w mowie końcowej powiedział tak: ”(...)To, co Henryk Zaremba wobec niej zrobił, jak wobec niej postąpił, na to niema w kodeksie karnym żadnego paragrafu, niema prokuratora, któryby o to go oskarżył, nie ma sędziego w todze i birecie, któryby go za to zasądził. Ale są prawa boże, prawa, które wyssaliśmy z mlekiem, a które mówią o krzywdzie kobiety. Mnie nie zdobi czerwony żabot, za mną nie stoi powaga urzędu państwowego i siła władzy, ale stoi za mną krzywda tej kobiety i w imię tej krzywdy ja oskarżam Henryka Zarembę wobec Boga i ludzi, wobec was panowie sędziowie, opinji publicznej, o to, że w sposób zdradziecki, podstępny zniszczył tę kobietę, że nadużył jej dla swoich materialnych i fizycznych celów, a gdy potem znalazła się u brzegu przepaści, on ją trącił z tyłu, aby w tę przepaść wpadła(...).

Przebieg procesu wskazał właśnie jego jako moralnego sprawcę tej tragedii. To go dręczyło, jego duma nie pozwalały mu przejść nad tym co się stało do porządku dziennego. By wreszcie jego głos został usłyszany, po ogłoszeniu wyroku w 1933r – wydał napisaną przez siebie książkę o znamiennym tytule: „Spowiedź ojca zamordowanej Lusi (Przyczynek do procesu Gorgonowej)” Jakim więc był człowiekiem ten, którego uważano za moralnego winowajcę, którego tak napiętnowano na sali sądowej, który uzasadniając swą decyzję o napisaniu „Spowiedzi” tak oto pisał o sobie : „(...)Ja, ojciec zamordowanej i zhańbionej po śmierci córki, dotkniętej w świętości śmierci i dziewictwa – ja a nie jej morderczyni (...) ja, ojciec zostałem, przez opinię publiczną, przez jej domniemaną wyrazicielkę, prasę, przez obronę, która rzekomo broniła tylko niewinnej – postawiony pod pręgierz, jako.....jako morderca i hańbiciel własnej córki! Tak ja i to na domiar z małoletnim synem, opłakującym zgon siostry tak boleśnie, że zdawałoby się, płacz jego skruszy kamienie (...) Poszarpaliście mi duszę swoim samosądem – zbieram ją po kawałku i składam jawnie przed trybunałem publicznym (...) Bo to jest ciężar. Okrutny ciężar dla człowieka, który nigdy nie posiadał próżności zajmowania swoją skromną osobą uwagi publicznej, nie potrafi mówić i nie bawił się pisaniem. A oto teraz musi odkrywać wieka trumien, w których spoczywają prochy jego przeszłości (...)".
Henryk Zaremba urodził się w 1883 roku w Nowym Sączu w rodzinie mieszczańskiej. Rodzina Zarembów dumna była ze swego nazwiska, z przodków szlacheckich i z herbu rodowego. Jeden z braci ojca, Jan Zaremba, zginął w powstaniu Styczniowym 1863 roku. Drugiego z braci ojca – Karola, który przebudowywał krakowskie Sukiennice, nazywano „królem architektów”, trzeci brat, Szczęsny, był architektem i dyrektorem budów miejskich w Tarnowie. Sam ojciec często powracał myślami do budowy kolei żelaznej pomiędzy Smyrną a Konstantynopolem w Azji Mniejszej, przy której budowie pracował przez wiele lat. Zarobione pieniądze zainwestował w niewielki jednopiętrowy dom w Nowym Sączu, w którym zamieszkała rodzina Zarembów. Profesja maszynisty kolejowego, którą wykonywał po osiedleniu się w Nowym Sączu, była dla niego śmiertelnie nudna. Powtarzał więc często, „my Zarembowie jesteśmy z urodzenia budowniczowie.... a nie jacyś tam maszyniści do licha!” Gdy Henryk Zaremba miał trzy lata, zmarł na szkarlatynę jego brat, a on sam ledwo z tej choroby się wykaraskał. Wcześniej jeszcze zmarły, również na szkarlatynę, dwie jego starsze siostry. Gdy miał 10 lat, zmarł ojciec. Wspomina to tak:"(...)Ojciec leżał chory, trawiony gorączką – przywołał mnie cichym głosem, objął, przytulił mocno ramieniem do piersi i chciał coś powiedzieć. Ale nic rzec nie mógł, tylko patrzył i patrzył – i wiem, rozumiałem go, chciał wrazić mi w duszę po raz ostatni i na zawsze, niby testament słowa, które powtarzał wcześniej niejednokrotnie: bądź uczciwy, nie splam honoru naszego nazwiska i od tej pamiętnej chwili jakaś niewidzialna ręka los mój jęła wykuwać twardo, bo śmierć uwzięła się czynić wielką kośbę w naszym domu.(...)"
Z domu rodzinnego Henryk Zaremba wyniósł oprócz bakcyla do podróży, zamiłowania do sztuki i przyrody, także wielką pasję zostania budowniczym. Ale po śmierci ojca realizacja marzeń stanęła pod znakiem zapytania. Dziesięcioletni Henryk pozostał z matką i dwoma siostrami w fatalnej sytuacji materialnej. Dopiero stryj Szczęsny, widząc w Henryku rodzinne zdolności i zamiłowanie do architektury, wysłał go do Wyższej Szkoły Przemysłowej w Krakowie, aby kształcił się do wykonywania zawodu budowniczego – tj. jak mówił - do wykonywania zawodu Zarembów . Z pobytem w krakowskiej szkole wiązały się wysokie koszty, jednak dobre postępy w nauce sprawiły, że Henryk uzyskał stypendium, udzielał też korepetycji. Zarobionymi pieniędzmi dzielił się z matką i dwoma młodszymi siostrami, które od śmierci ojca żyły w niedostatku. Pobyt w Krakowie dostarczył mu również bardzo mocnych przeżyć, które pozostawiły ślad w jego psychice. Przyjaciel jego, uczeń ze szkolnej ławki, z którym razem mieszkał, popełnił samobójstwo przebijając się sztyletem. Jak sam wspomina ”(...)To ocieranie się o twarde kanty życia” to częste stykanie się z tragedią, śmiercią ludzi bliskich spowodowało, stwardnienie zewnętrzne – nie jakieś otrzaskanie się z nieszczęściem, nie obojętność, ale hart i spokój pozorny. Wierzyłem w jakieś fatum – i gdy pokazywało mi ono swoje oblicze, patrzyłem w nie bez krzyku, bez gestu, jeno szerząc oczy zdumieniem, że ono nie chce ustać, że czepia się właśnie mnie, bez powodu, bez przyczyny (...)”.
Zdolności i pracowitość przyniosły efekty. W roku 1904, ukończył Wyższą Szkołę Przemysłową w Krakowie. Uzyskane dobre wyniki w nauce otworzyły mu drogę do kontynuowania studiów w Monachium, gdzie uzyskał dyplom budowniczego. Dzięki pracom konkursowym, za które uzyskał wiele nagród, zasłynął jako wybitny architekt. Posypały się liczne zamówienia, objął dobrze płatne stanowisko w wielkim przedsiębiorstwie budowlanym. Za zarobione pieniądze otworzył własne biuro budowlane, stając na czele firmy ZAREMBA i S-ka. Firma była na tyle poważna, że powierzono jej budowę sanatorium dla chorych na gruźlicę we Lwowie. Na czele zespołu realizującego stanął osobiście Henryk Zaremba. Jako architekt Zaremba głównie we Lwowie prowadził wiele znaczących inwestycji: w 1910 na ul Zielonej pod nr 59 zrealizował Hale Sportową „Dynamo” z metalowym przeszklonym stropem co było wielkim osiągnięciem technicznym na owe czasy, na ul Stećki (późniejsza ul. Paderewskiego) zbudował w 1912 roku dom nr 6 z elementami neoklasycystycznymi, zrealizował także wiele innych projektów. Piastował wiele godności: był między innymi dyrektorem Polskiego Towarzystwa Budowlanego Spółka Akcyjna, prezesem Izby Budowniczych, prezesem Związku Artystów, sekretarzem Koła Architektów. Tak pisze o sobie i swoich osiągnięciach zawodowych:"(...) bez miłości dla sztuki – nie dźwignąłbym się nigdy w górę, nie poszedłbym naprzód....Kochałem więc kwiaty, rzeźby, obrazy, dobre książki(...)" i dodać trzeba również- kobiety.
Osiągnięcia i sukcesy zawodowe nie zapełniały jednak pustki w życiu osobistym, braku stabilizacji na łonie rodziny. Ta pustka duchowa spowodowała, że zakochał się w żonie swego przyjaciela. Jednak jak sam twierdził - zasady wpojone przez ojca nie pozwoliły mu okazać uczucia, mocno jednak cierpiał z tego powodu. Pocieszenie natomiast znalazł w krótkim romansie z pracującą u niego w domu służącą – z którą miał syna. Okazja zawarcia małżeństwa wkrótce się jednak nadarzyła. We Lwowie poznał skromną, cichą i miłą pannę, pochodzącą ze spolszczonej rodziny niemieckiej - Elżbietę Stenzlównę.

1 Elżbieta Stenzlówna /Zdjęcie pochodzi z czasopisma "Wiek Nowy"  z 5 IX 1935r.

Rodzina Stenzlów była rodziną zamożną i z tradycjami. Ojciec Elżbiety Jan Stenzel, był nadinspektorem kolei wiedeńskiej a później lwowskiej, matka Maria Rozalia z domu Lipp urodziła się na Morawach. Mieli siedmioro dzieci - pięcioro synów i dwie córki. Rodzice jednak do związku Elżbiety z Zarembą podchodzili z dużą rezerwą, byli wręcz przeciwni temu małżeństwu. Elżbieta jednak była w swym narzeczonym bardzo zakochana i wymusiła na rodzicach zgodę na ten związek, wręcz szantażując rodziców, że jeżeli nie zezwolą na zamążpójście to uczyni to bez ich zgody. Tak więc pod wpływem zakochanej i zdesperowanej Elżbiety pobłogosławili ten związek. Zaremba nie przyznał się wówczas, że ma dziecko, na które winien płaci alimenty. Sam jednak w swojej „Spowiedzi” o zaręczynach i stosunku rodziców do niego tak napisał: "(...)Pochlebiało mi to, że jej rodzina tak skwapliwie poparła moje oświadczyny – wprawdzie stanowiłem niezłą partię, byłem dobrze zarabiającym budowniczym, na pewnym stanowisku, już mającym plany wybudowania dla przyszłej żony i dziatwy letniej willi, byłem w oczach jej rodziny artystą, ale przecież i ona stanowiła dobrą „partię”, posiadająca posag, nieruchomość. Więc schlebiało mi to, że oddają mi pannę tak łatwo, że tak bardzo prą do ślubu, czy mogło mi wtedy śnić się, że rodzina wie o tym, iż jej krewniaczka na wydaniu zdradza jakieś niepokojące objawy(...)" 


2. Elżbieta i Henryk Zarembowie

W 1912 roku ożenił się w wieku 29 lat. Elżbieta wniosła w posagu willę w Brzuchowicach koło Lwowa. Warunki materialne Zarembów nie były wówczas dobre. Mimo to para młoda wybrała się w podróż poślubną na Riwierę Włoską.


2. Elżbieta i Henryk Zarembowie podczas podróży poślubnej

Zaraz po powrocie z podróży zjawił się u Zaremby sekwestrator /dzisiaj komornik/, który zajął jego majątek. Jak zeznawała przed sądem rodzina, Elżbieta cały czas ufając mężowi, klęcząc przed Rodzicami wyprosiła u nich wsparcie finansowe. Stenzlowie wówczas przejęci losem swej córki zapłacili spore długi Zaremby. Początkowo małżeństwo Zarembów było bardzo zgodne. Elżbieta była bardzo szczęśliwa i bardzo kochała swego męża. Dwa lata później urodziła się Elżbieta nazywana Lusią, a w 1917 roku Staś.

3. Lusia i Staś przed domem w Brzuchowicach k/Lwowa


Rodzina Stenzlów traktowała jednak Zarembę z dużym dystansem, jego sposób bycia i postępowanie określano jako „KOŁTUŃSKIE” i nazwano go pogardliwie - za Przybyszewskim „MYDLARZEM”.

W pierwszych latach trwania małżeństwa zaczęły dawać o sobie znać objawy choroby psychicznej Elżbiety. Tak pisze: "(...)choroba jeszcze taiła się głęboko - nie występowała długo, przez szereg lat występowała w postaci, która z początku dla mnie, architekta, nie lekarza, była niespodzianką dziwactw charakteru, nie zaś znamieniem zbliżającego się obłędu(...)" Jednak oznaki tej choroby były coraz bardziej uciążliwe. W atakach szału niszczyła przedmioty domowe swoje i męża, dokumentacje projektowe, wynosiła z domu przedmioty, które usiłowała sprzedać za śmiesznie niskie pieniądze. Zaremba coraz częściej musiał angażować się w sprawy domu a zwłaszcza w wychowanie tak ukochanych przez siebie dzieci. Stan stosunków rodzinnych zaszedł nawet tak daleko, że któregoś dnia 1919 r jak pisze, próbował popełnić samobójstwo, strzelając sobie w serce. Przypadek jednak sprawił, że kula chybiła, raniąc go jedynie w ramię. Rzeczywiste przyczyny próby samobójstwa zgodnie z zeznaniami świadków podczas procesu, były jednak zupełnie inne. Zaremba bowiem zakochał się w urzędniczce swego biura i w przeddzień jej ślubu załamany takim stanem rzeczy próbował się zastrzelić. Fakt ten chciał potem zataić, zobowiązując znającą kulisy tej sprawy szwagierkę - do bezwzględnej tajemnicy. Po incydencie tym Zarembowie podzielili mieszkanie, nastąpił całkowity rozdział małżeństwa. Ale któregoś dnia Elżbieta postanowiła sprzedać willę w Brzuchowicach, za wręcz symboliczną kwotę - willę którą wniosła w posagu. Zaremba jednak z willą nie chciał się rozstawać. Korzystając z krótkiego pobytu żony w domu pomiędzy pobytami w szpitalu postanowił w 1923 r. odkupić willę również za symboliczną kwotę.
Małe zainteresowanie losem mieszkającej w separacji żony ze strony Zaremby, oraz konieczność zabezpieczenia jej majątku spowodowało, że kuratelę nad nią przejęła po Henryku Zarembie siostra Elżbiety - Maria. Zaremba natomiast prowadził dalej wiele budów wymagających osobistego zaangażowania, opracowywania projektów, kontaktów z klientami. A przyznać trzeba, że w interesach był solidny. Stan zdrowia żony Elżbiety systematycznie się pogarszał, nawroty choroby zaczęły powtarzać się coraz częściej. Leczenie żony w domu, nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, ale i leczenie szpitalne nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Dlatego też po ponad dziewięciu latach małżeństwa, w roku 1921 rozstał się z żoną. Dziećmi w tym czasie opiekowały się różne przypadkowe osoby. Jak opisuje ten okres: "(...)Tedy w roku 1923 byłem 40-letnim wdowcem wobec pogrzebanej żywcem w szpitalu żony, ojcem dwojga dzieci, z których jedno Lusia liczyła 9 lat drugie zaś Staś miał lat 6. W tej sytuacji rozwiązaniem było przyjęcie bony do dzieci – została nią 23-letnia Gorgonowa.(...)"
Początkowo wykonywała obowiązki opiekunki dzieci. Jednak z biegiem czasu coraz bardziej zachowywała się jak pani domu, urządzała przyjęcia, przyjmowała gości a Zaremba przedstawiał ją słowami „moja pani”. Obowiązek opieki nad dziećmi schodził na plan dalszy. Lusia żaliła się często do swej cioci, że jest zaniedbywana, że dostają ze Stasiem mało jeść „że jest jej bardzo źle, musi rano po bułki chodzić” często mówiła że „musi być mateczką dla Stasia”, zdarzało się też, że Gorgonowa biła ją. Ojciec natomiast nie mając zupełnie rozeznania w potrzebach dzieci obdarowywał je często prezentami w postaci olbrzymich pudeł pomadek. Pewnego zimowego dnia zdarzył się w firmie Zaremby incydent, który wszystkich mocno poruszył: Lusia przyszła do biura ojca ubrana w letnią sukienkę. Jedna z pracownic podenerwowana takim stanem rzeczy zabrała Lusię i poszły kupić zimową suknie. Lusia jednak zakupionej sukienki nie chciała przebrać. Jak się potem okazało powodem niechęci do przebrania się było to, że pod tą letnią sukienką nie miała bielizny.
Zaremba z Gorgonową żyli więc w nieformalnym związku z którego w 1928r urodziła się Romusia. Dom stawał się coraz częściej miejscem sprzeczek. Ścierały się bowiem w domu trzy frakcje: Zaremby, Gorgonowej i Lusi, w swoistej rywalizacji pomiędzy Gorgonową a Lusią, Zaremba stawał po stronie córki, co niezmiernie denerwowało Gorgonową.
Opiekę nad żoną Zaremby Elżbietą sprawowało w tym czasie jej rodzeństwo. W nawrotach choroby psychicznej oddawano ją do szpitala. Często też przebywała w domu. Któregoś dnia gdy czuła się dobrze i przebywała w domu, postanowiła wybrać się w odwiedziny do dzieci i męża. Po powrocie z tej wizyty tak opowiadała uśmiechając się ironicznie: „(...)Byłam tam u mojego męża na obiedzie i kochanka męża dała mi obiad (...)”. Jednak jej zdrowie systematycznie się pogarszało. Ataki były coraz częstsze, i coraz częściej musiała przebywać na leczeniu w szpitalu. Lusia przeczuwała, że Gorgonowa będzie chciała oficjalnie zająć miejsce matki u boku Zaremby. Kwitowała to stwierdzeniem: „(...)nie dopusczę aby ojciec ożenił się z Gorgonową(...)” dodając przy tym : "(...)przecież mamusia żyje a rodzice mają ślub kościelny jak więc może ożenić się z Gorgonową (...)”. Gorgonowa natomiast zniechęcona pogarszającym się do niej stosunkiem Zaremby, zaczęła poszukiwać pocieszenia w męskim towarzystwie. Nadszedł tragiczny rok 1931. Stosunki w domu stały się nie do zniesienia. Zaremba zrozumiał, że dalsze kontynuowanie związku z Gorgonową nie ma sensu, i chciał go przerwać. Gorgonowa natomiast zażądała od Zaremby sporej sumy odstępnego na którą, jak tłumaczył, nie było go stać, ponieważ wszystkie pieniądze inwestował w swoją firmę i prowadzone budowy. Postanowił więc, że od stycznia 1932r dzieci zamieszkają w wynajętym mieszkaniu we Lwowie, Gorgonowa zostanie w Brzuchowicach, a on sam przeniesie się z interesami do Warszawy. Rodzina Elżbiety – żony Zaremby z wielkim niepokojem przyglądała się losowi Lusi i Stasia aż w końcu, zbulwersowana faktem, że willa Elżbiety podstępnie odkupiona przez Zarembę za symboliczną kwotę miała by teraz stać się kartą przetargową w rozliczeniach Zaremby z Gorgonową postanowiła działać, wnosząc sprawę do sądu o odzyskanie podstępnie odkupionej willi. Willa ta bowiem przeznaczona była w przyszłości dla Lusi.

4. Lusia Zarembianka (Zdjęcie pochodzi z JKC  nr 72 z dnia 13 III 1933 r.

Zarembę nie opuszczały kłopoty również i w firmie. W listopadzie wydarzyła się katastrofa na prowadzonej przez niego budowie i w związku z tym został na pewien krótki czas aresztowany pod zarzutem złego prowadzenia budowy. Był to cios dla jego firmy. Na głównych więc polach działania, to jest zawodowym i rodzinnym w 1931r Zaremba ponosił sromotne klęski, których finał miał się rozegrać w tragiczna noc z 30 na 31 grudnia 1931 roku...!
Żona Zaremby przebywała już od 1928r na stałe w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym w Kulparowie koło Lwowa. „(...)Nieszczęśliwa wie już wszystko o straszliwej tragedji swej córki a mianowicie po uspokojeniu się po straszliwym ataku jakiego doznała gdy ją powiadomiono o śmierci Lusi, rzekomo z powodu zapalenia płuc, przewieziono ją na odział 12-ty gdzie jedna z towarzyszek niedoli, wręczyła jej potajemnie plik gazet z opisem strasznej zbrodni, otrzymanych od kogoś z poza zakładu, a przechowywanych starannie w sienniku. Zaremnbina po przeczytaniu dostała ataku szału, tak że musiano ją z powrotem przenieść na odział zamknięty. Obecnie zaś, jakby wiedziona jakimś przeczuciem, objawia niesamowite zdenerwowanie, troszcząc się głośno o los Stasia. Z czasem fakt śmierci córki zatarł się w jej pamięci, tak że chora całkowicie się uspokoiła i powróciła z powrotem na oddział (...)” Tak opisywała rodzina zachowanie się Elżbiety w zakładzie kulparowskim, po śmierci Lusi. 

Po procesach lwowskim i krakowskim Gorgonowa przebywała, w więzieniu św. Michała –w więzieniu też urodziła 20 września 1932 roku córkę – Ewę Krystynę zwaną Kropelką. Zaremba jednak nie uznał jej za swoje dziecko. Po wyroku skazującym, wydanym przez Sąd Okręgowy w Krakowie i po utrzymaniu go w mocy przez Sąd Najwyższy przewieziono ją z krakowskiego więzienia św. Michała do więzienia kobiecego w Fordonie koło Bydgoszczy. Za sprawą obrońcy Gorgonowej, mecenasa Erwina Axera, w 1937 roku Kropelkę umieszczono w sierocińcu we Lwowie.

Jednak los Zaremby jak kiedyś sam o sobie mówił w dalszym ciągu wykuwany był twardo. Jego żona, Elżbieta, przebywając w zakładzie dla umysłowo chorych w Kulparowie. 4 września 1935 roku, po ośmiu latach pobytu w tym szpitalu, odebrała sobie życie. Gazeta WIEK NOWY z dnia 5 września 1935 roku tak opisywała ostatnie lata jej pobytu w zakładzie oraz jej samobójstwo:"(...) Śp. Elżbieta Zarembina po dzień wczorajszy przebywała w zakładzie kulparowskim. (...). Już po procesie Gorgonowej – przed ostatecznym przesiedleniem się do Warszawy odwiedził matkę syn jej Stanisław, po czym wszelkie więzy między Zarembą a nieszczęsną jego żoną zostały zerwane. (...) Wczoraj w godzinach popołudniowych, Zarembina uzyskała zezwolenie na udanie się do dentysty w towarzystwie pielęgniarki (...) nic nie wskazywało na to, by w gabinecie dentysty mogło nastąpić sensacyjne wydarzenie. Zanim nastąpiła kolejka Zarembiny, przez pewien czas siedziała ona w poczekalni, rozmawiając swobodnie z pielęgniarką. Następnie kobiety weszły do gabinetu (...) lekarz posadził Zarembinę i przywiązał ją bandażami do fotela, by móc spokojnie dokonać zabiegu. W trakcie przygotowywania się lekarza do iniekcji, pacjentka wdała się z nim w rozmowę (...) Po iniekcji Zarembina oświadczyła, że boli ją serce i poprosiła o wodę, uspokoiła się i lekarz postanowił przystąpić do dalszej pracy i w tym celu odwrócił się do gablotki z instrumentami. W tej chwili Zarembina pochyliła się ku ziemi w ten sposób jakby chciała poprawić sznurówki u bucika, jednakowoż szybkim ruchem oswobodziła się z bandaży i zakasawszy suknie po kolana, zanim lekarz i pielęgniarka mogli się zorientować, zerwała się z fotela i jednym susem znalazła się przy otwartym oknie i wyskoczyła z II piętra na bruk. Desperatka poniosła śmierć na miejscu(...)"
Po śmierci żony Zaremba mieszkając już w Warszawie powtórnie się ożenił. Prowadził ustatkowane życie, jednak jako architekt nie odnosił już większych sukcesów.
Skomplikowaną i tragiczną historię życia Zaremby przypieczętował ostatecznie jeszcze jeden dramatyczny epizod. W kwietniu 1939 roku jego ukochany syn Staś zginął pod lawiną, która zasypała go przy Czarnym Stawie Gąsienicowym w Tatrach.
Po rozpoczęciu wojny na mocy amnestii darowano Gorgonowej 1/3 orzeczonej kary i 3 września 1939 roku opuściła więzienie. Po wyjściu z więzienia, po kilku miesięcznej tułaczce przyjechała do Warszawy, gdzie chciała spotkać się z Zarembą. Odszukała willę na Żoliborzu w której mieszkał, i jak pisze Edmund Żurek w periodyku Prawo i Życie (1996) (...)Przyjęła ją druga żona Zaremby, chłodno, z dystansem. Gdy Gorgonowa powiedziała Romusi, że jest jej matką, trzynastoletnia dziewczynka odpowiedziała:- Ja nie mam matki (...) Chodziła ulicami Żoliborza starała się spotkać z Zarembą (...).Nie spotkała się już jednak z nim nigdy.
Henryk Zaremba zginął w Warszawie prawdopodobnie podczas Powstania Warszawskiego. 
Fakty związane z życiem Henryka Zaremby ujawnione w czasie procesów są często w sprzeczności z informacjami podanymi w napisanej przez siebie „Spowiedzi”, o wielu istotnych sprawach w swej książce nie wspomina. Prawda zapewne jest jak zawsze w takich przypadkach gdzieś pośrodku. Ale to pozostanie już tylko przypuszczeniem. Pewne jest jednak to, że twarde kanty życia o których wspomina w spowiedzi poobijały solidnie jego duszę lecz to stało się za sprawą głównie własnych poczynań.


Autor dziękuje Ewie i Adamowi Stenzlom za udostępnienie materiałów.

Literatura:
-Edmund Żurek „Mroczna tajemnica” Prawo i życie 1996 nr 51/52
-Edmund Żurek „Tajemnica willi Zaremby ” Prawo i życie 1998 nr   34
-Henryk Zaremba „ Spowiedź ojca zamordowanej Lusi” W-wa  1933 Nowa Astra
-Reportaż z myszką „Więzienne lata Gorgonowej” Przegląd  Tygodniowy 1983r. Nr 32
-Wanda Falkowska „Grogonowa sprawa bez końca” Ekspres  Reporterów W-wa KAW 1978r
-Sprawozdania z procesu drukowane na łamach czasopism „IKC” i „Czas”


7 komentarzy:

  1. Nie zginął. Przeżył wojnę i umarł w latach 50-tych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, też czytałam, że zmarł w latach 50-tych. Czytałam również, że jako młody mężczyzna w bójce zabił swego brata, jeszcze będąc kawalerem, ale zostało to uznane za nieszczęśliwy wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Tomaszu! Henryk Zaremba zmarł w Warszawie 26 czerwca 1954 roku i został pochowany na Powązkach Wojskowych (Kwatera: A 34, Rząd: 7). Razem z Henrykiem pochowani są: jego druga żona (Henryka zmarła w 1968) oraz syn Stanisław, który - jak napisał Pan w swoim artykule - zginął w lawinie w 1939 roku. Także w grobie z Zarembami: Romuald Kosielski (1923-2002). Informacja nt. pochówku na podstawie wyszukiwarki cmentarnej m. st. Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romuald Kosielski to zapewne mąż pani Aldony K. Córki Rity, dawniej Romy Zaremby

      Usuń
  4. Czy ktoś wie co się stało z Romą? Mam informacje o Ewie i jej córce Margaricie, są w mediach społ. ale nie mogę się dokopać niczego na temat Romany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romana Zaremba wypowiada się w książce Łazarewicza. Podobno zmieniła zarówno nazwisko jak i imię.

      Usuń
    2. Tak , już znalazłam. Jej imię to Aldona K. teraz.

      Usuń